Cztery szarfy i Super Puchar!

Karolina Lampel-Czapka i Mateusz Lisowski wywalczyli w ostatniej rundzie DSMP na Automotodromie Brno, tytuł mistrzów Polski w klasie 3 oraz drugich wicemistrzów w generalce. Karolina zdobyła w tym sezonie cztery szarfy PZM, w tym dwie mistrzowskie - i co może najcenniejsze, sięgnęła po Wyścigowy Super Puchar. Trofeum ufundowano po raz pierwszy, a klasyfikacja obejmowała dorobek punktowy ze sprintów i wyścigów długodystansowych.

Na końcową rundę DSMP złożyła się pierwsza część 6-godzinnego Epilogu, tradycyjnego zakończenia sezonu czeskich wyścigów. Zawody rozegrano przy kiepskiej pogodzie. W kwalifikacjach padał deszcz, a w momencie startu tor był mokry, zaś temperatura wynosiła 3 stopnie.

W kwalifikacjach, Karolina i Mateusz zajęli drugie miejsce w klasie, dwunaste w całej stawce. Renault Megane Trophy wystartowało na deszczówkach, ale tor wysychał i Karolina musiała zaliczyć dodatkowy postój na zmianę opon. Mateusz Lisowski finiszował jako drugi w klasie - za BMW M3 GTR czeskiej trójki Kacirek/Suchy/Skalicky. W końcowej punktacji klasy 3, zespoły Karolina Auto Sport i Gładysz Racing odnotowały idealny remis. W tej sytuacji PZM przyznał tytuł Mistrza Polski ex aequo.

Karolina: - Po ostatnich zawodach w Poznaniu mieliśmy duże pole do popisu, ponieważ musieliśmy zbudować w zasadzie na nowo cały silnik - poprzedni po prostu odmówił posłuszeństwa. Mechanicy stanęli na wysokości zadania. Daliśmy radę i Meganka została odbudowana.

Jechałam do Brna, starając się nie myśleć o tym starcie. Powiem szczerze, był do dla mnie dosyć stresujący wyjazd. Wiedziałam, że od tego Brna zależy wszystko - to być, albo nie być. Mieliśmy taką sytuację, jak gdyby nie było całej poprzedniej części sezonu. Ta jedna eliminacja decydowała o wszystkim. W teamie panowała atmosfera podekscytowania, a ja byłam bardzo nerwowa. Przyczyniła się do tego również pogoda. U nas zaczął padać śnieg - i było go coraz więcej. Bałam się, że zawody odwołają. Meganka woli, jak jest ciepło i sucho, aczkolwiek w Brnie okazało się, że samochód super się prowadzi również w trudnych warunkach. Jest to przekochane auto. Daje radę, jak jest mokro, ślisko i przymrozek!

Nie mieliśmy okazji do wcześniejszych testów. Był to pierwszy wyjazd po odbudowaniu silnika i obawialiśmy się, czy wszystko będzie w porządku, ale na treningach okazało się, że jest super. Na czasówce mieliśmy drugie miejsce w klasie - za Jettą Adama i Marcina Gładyszów. Zrobiliśmy dopiero 12 czas. Warunki zmieniały się z minuty na minutę. Nasi rywale zrobili czas w drugim okrążeniu, gdy było jeszcze sucho. Później zaczęło coraz bardziej padać. Wyjechałam z grupą kierowców i zanim ich wyprzedziłam, zrobiło się już bardzo mokro.

W wyścigu też było ciekawie. Stojąc na polach startowych, wszyscy mieliśmy dylemat, jakie założyć opony. Było bardzo zimno i mokro. Konkurencja wybrała slicki, my pojechaliśmy na deszczówkach. Po kilkunastu okrążeniach musiałam zjechać i wymienić opony. Niestety, w związku z dużą ilością samochodów tor zaczął bardzo szybko przesychać i opony coraz gorzej trzymały. Gdy po raz pierwszy pojawił się Safety Car, wymieniono mi szybko koła. Traciliśmy do Jetty niecałe okrążenie. Później Meganka zaczęła się robić nerwowa, coć biło w kole. Ja też stałam się nerwowa, musiałam jechać wolniej. Wystąpiły wibracje i na lewych zakrętach coś niedobrego działo się z prawym tylnym kołem. Bałam się, że koło odpadnie. Kiedy zmieniałam się z Mateuszem okazało się, że koło było po prostu niedokręcone.

Przy wyjeździe z depo coś stało się z silnikiem. Przestał pracować na jeden cylinder. Mateusz przejechał swoją zmianę takim słabszym samochodem. Tym razem mieliśmy wystarczająco dużo szczęścia. Dojechaliśmy do mety, ale Mateusz nie wrócił do depo, ponieważ na zjazdowym okrążeniu zabrakło mu paliwa! Czesi, którzy wygrali klasę, minęli nas, kiedy Mateusz otrzymał drive through za wyprzedzanie przy żółtej fladze.

Ostatnia eliminacja DSMP była bardzo ciężka, ale ogólnie sezon okazał się udany. Myślę, że zasłużyliśmy na tytuł mistrzowski w klasie 3. W sumie nawet cieszę się, że Gładysz Racing Team też ma ten tytuł, bo wiem, że oni również włożyli w jego zdobycie dużo serca i pracy.

Końcową część Epilogu zaliczyłam Golfem. Jechaliśmy we czwórkę - z Patrykiem i Sebastianem Pachurą oraz Moniką Luberadzką. Po Dubaju, była to moja druga w życiu przygoda z dieslem. Zaliczyłam ostatnią, 1,5-godzinną zmianę. Golf to bardzo przyjemne auto, bardzo fajnie się prowadzi. Na początku miałam problemy, ponieważ startując już dziesięć lat, jestem przyzwyczajona do tego, że jadę na słuch. Benzynowe samochody wysoko się wykręca i ja nieświadomie, nie zwracając na to uwagę, kręciłam diesla za wysoko, co skutkowało słabszymi czasami. Pod koniec wyścigu, po ciemku poprawiłam się w porównaniu z początkiem zmiany aż o 9 sekund. Dopiero wówczas nauczyłam się obchodzić z tym samochodem. Wydaje się, że jazda dieslem to prosta sprawa, ale wcale tak nie jest. Nie kręci się tak wysoko silnika, nie zmienia się tak często biegów. W zasadzie, całe okrążenie w Brnie jedzie się tylko na dwóch biegach.